Jak nie dać się naciągnąć w Paryżu: popularne oszustwa i proste sposoby obrony

0
16
Rate this post

Spis Treści:

Dlaczego w Paryżu tak łatwo dać się naciągnąć

Paryż to jedno z najbardziej turystycznych miast na świecie. Tłumy odwiedzających, pośpiech, brak znajomości języka i chęć „zobaczenia wszystkiego” tworzą idealne warunki dla oszustów. Działają szybko, pewnie, często w grupach, licząc na to, że turysta będzie zmęczony i zdezorientowany. Do tego dochodzi fakt, że wiele trików jest bardzo dobrze przećwiczonych i powtarza się codziennie w tych samych miejscach.

Mechanizm jest zwykle podobny: wywołać w tobie zaskoczenie, presję lub poczucie winy, a potem skłonić do wydania pieniędzy albo podania danych. Jeśli rozpoznasz schemat, dużo łatwiej zareagujesz spokojnie i asertywnie. Dobrą wiadomością jest to, że większość oszustw w Paryżu można zneutralizować prostymi zachowaniami: ignorowaniem, trzymaniem dystansu, jasnym „nie” i podstawową kontrolą własnych rzeczy.

Większość naciągaczy nie szuka problemów, tylko łatwego celu. Kto reaguje zdecydowanie, nie wchodzi w dyskusje i nie daje się wciągnąć w „zabawę”, szybko przestaje być interesujący. Zwykle wystarczy kilka sprawdzonych nawyków, aby poruszać się po Paryżu bez stresu i cieszyć się miastem, zamiast ciągle oglądać się za siebie.

Najczęstsze oszustwa uliczne w pobliżu atrakcji

„Przyjacielska” bransoletka na nadgarstku

Jedno z najbardziej znanych oszustw w Paryżu działa według powtarzalnego schematu. Podchodzi do ciebie uśmiechnięty mężczyzna (często w okolicach Sacré-Cœur, Wieży Eiffla, Łuku Triumfalnego czy na Montmartre) i zdecydowanym ruchem łapie twoją rękę. W ułamku sekundy zaczyna zaplatać na nadgarstku kolorową bransoletkę z włóczki czy sznurka, mówiąc, że to prezent, symbol przyjaźni, szczęścia albo „welcome to Paris”.

Klucz jest prosty: zanim zdołasz zareagować, bransoletka jest już zawiązana tak mocno, że trudno ją zdjąć bez nożyczek. Po chwili „przyjaciel” nagle zmienia ton i zaczyna domagać się zapłaty. Czasem mówi o „dobrowolnym” datku, nieraz ustala z góry kwotę, która w nagrodę za twoją nieśmiałość rośnie z minuty na minutę. Zdarza się, że podchodzą kolejni „koledzy”, tworząc presję i blokując ci drogę odejścia.

Najprostsza linia obrony to nie dopuścić do kontaktu fizycznego. Gdy widzisz zbliżającego się mężczyznę z sznurkami w ręku, po prostu trzymaj ręce blisko ciała, omiń go łukiem i nie nawiązuj kontaktu wzrokowego. Jeśli już złapie twoją dłoń, wyrwij ją pewnym ruchem, mówiąc krótko i głośno: „No!” lub „Stop!”. Nie przepraszaj, nie tłumacz się, nie wchodź w dialog. Im szybciej się wycofasz, tym mniejsza szansa, że zdąży zawiązać bransoletkę.

Jeżeli bransoletka jest już na ręce, nadal nie masz obowiązku płacić. Możesz po prostu odejść zdecydowanym krokiem, ignorując naciągacza. W 9 na 10 przypadków nie będzie ryzykował ściągania na siebie uwagi policji przez agresywne zachowanie. Bransoletkę później rozetniesz w hotelu. Najważniejsze, by nie wyciągać przy nim portfela ani telefonu. To moment, w którym często dochodzi do drobnych kradzieży.

Fałszywe zbiórki i „ankiety” charytatywne

Drugi bardzo popularny sposób naciągania to podpisy pod pseudo-petycjami. Najczęściej młode osoby (często kilkuosobowe grupy dziewczyn) podchodzą z kartką na deseczce, niby oficjalnym formularzem: „Help deaf and dumb” albo inny chwytliwy nagłówek po angielsku. Pokazują, że zbierają podpisy i datki na osoby niepełnosprawne, dzieci, szpitale.

Mechanika wygląda tak: najpierw proszą tylko o podpis, potem przy wypełnianiu rubryczki „donation” zaczynają domagać się konkretnej kwoty. Nierzadko w tym czasie druga osoba próbuje zaglądać do twojej torby lub kieszeni. To typowy „team effort”: jedna odwraca twoją uwagę, druga szuka portfela lub telefonu. Oprócz tego formularz bywa pretekstem, by podejść bardzo blisko i „przypadkiem” cię szturchnąć.

Skuteczna metoda obrony jest zaskakująco prosta: nie dotykaj dokumentu, nie bierz długopisu, nie zatrzymuj się. Jeśli ktoś podtyka ci kartkę pod nos, możesz po prostu minąć go bokiem, mówiąc krótkie „Non, merci” albo „No, thank you” i iść dalej. Każde zatrzymanie się to sygnał, że jesteś potencjalnie podatny na presję.

Jeżeli już złapano cię „na podpis”, nie wyciągaj portfela. Powiedz jasno, że nie masz gotówki („No cash”) i zakończ rozmowę, odchodząc. Nie pozwól, by ktoś zastąpił ci drogę – jeśli to zrobi, podnieś głos, zrób krok w bok, nie wahaj się zawołać „Police!”. Naciągacze unikają rozgłosu jak ognia, więc zwykle wycofują się, gdy zrozumieją, że nie uda im się grać na twoim poczuciu winy.

Gra w kubki i inne „cudowne okazje”

Gra w kubki (shell game) to klasyka ulicznych oszustw, obecna także w Paryżu – szczególnie w okolicach Wieży Eiffla, przy wejściach na mosty czy przy dużych węzłach przesiadkowych. Na stole lub kartonie stoją trzy kubki, pod jednym z nich piłeczka. „Magik” przesuwa je szybko, pokazując, że wygrasz, jeśli trafisz. Obok stoi kilka osób, które głośno się śmieją i wygrywają pieniądze.

To żaden hazard, tylko zamknięta ekipa. „Gracze” to wspólnicy oszusta, którzy udają przypadkowych przechodniów. Wpuszczają w grę kogoś z tłumu, dając mu wygrać małą kwotę, po czym bardzo szybko podnoszą stawkę, zmieniając też technikę. Ręce przesuwają się tak, że nie masz szans wygrać, a część osób w tłumie pilnuje, aby obserwatorzy nie filmowali ani nie wzywali policji.

Najlepsza obrona? Nie zatrzymuj się przy takich „atrakcjach” nawet na chwilę. Samo podejście bliżej to ryzyko, że ktoś wejdzie ci do kieszeni. To idealne środowisko dla kieszonkowców: tłum, śmiech, skupienie na stole, zasłonięte pole widzenia. Nawet jeśli nie grasz, możesz wyjść z tłoku bez portfela.

Każda sytuacja, która wygląda jak „łatwy zysk” na ulicy – superokazja, „wymiana waluty na szybko”, sprzedaż „złota” z bagażnika auta – powinna zapalić w głowie czerwoną lampkę. Realne okazje nie kręcą się na chodniku pod Wieżą Eiffla, tylko w oficjalnych punktach sprzedaży i usług.

Kieszonkowcy w metrze i przy atrakcjach turystycznych

Gdzie działają najczęściej i jak rozpoznasz ryzyko

Kieszonkowcy w Paryżu są świetnie zorganizowani i bardzo doświadczeni. Celują głównie w zatłoczone miejsca, gdzie trudno kontrolować przestrzeń osobistą i łatwo kogoś „przypadkiem” szturchnąć. Używają też chwytów psychologicznych: nagłego zamieszania, sztucznego tłoku przy drzwiach, „pomyłek” z biletami czy mapami.

Najbardziej ryzykowne miejsca to między innymi:

  • stacje metra przy głównych atrakcjach (Champs-Élysées, Trocadéro, Bir-Hakeim, Anvers, Abbesses, Opéra),
  • perony RER B i C jadących z lotnisk i w stronę centrum,
  • kolejki do wejść do muzeów (Luwr, Orsay) i do windy na Wieżę Eiffla,
  • tłoczne przejścia podziemne i mosty nad Sekwaną.

Ubranie kieszonkowca nie zdradza niczego – często wyglądają jak typowi turyści. Zwróć uwagę przede wszystkim na zachowanie: nieracjonalne zbliżanie się do ciebie, powtarzające się obijanie plecaka, osoby „krążące” bez celu, ale zawsze obok ciebie. Jeśli ktoś dziwnie często spogląda na twoje ręce i torbę, a nie na rozkład jazdy czy panoramę miasta, można założyć, że nie jest przypadkowym przechodniem.

Typowe sztuczki kieszonkowców

Kieszonkowcy rzadko wyciągają coś „na sucho”. Najczęściej poprzedza to drobny performance. Kilka najczęstszych trików:

  • Sztuczny tłok przy drzwiach metra – kilka osób wpada razem z tobą do wagonu, popychając się, ściskając, robiąc zamieszanie. W tym czasie jedna ręka jest w twojej kieszeni, a druga w plecaku sąsiada. Gdy drzwi się zamykają, złodziej zostaje na peronie lub wyskakuje w ostatniej sekundzie.
  • „Ups, przepraszam!” – ktoś gwałtownie się o ciebie otarł, upadł mu bilet, mapka, siatka. Wszyscy się pochylają, robi się zamieszanie. W tym czasie druga osoba zwinnie przeszukuje wystające kieszenie plecaka lub kurtki.
  • Plama na kurtce – ktoś „przypadkiem” oblewa cię napojem lub brudzi ubranie keczupem, lodami. Natychmiast pomaga wytrzeć, dotyka ramienia, pleców, torby. Zanim zorientujesz się, że plama to tylko pretekst, rzeczy z zewnętrznych kieszeni potrafią zniknąć.
  • Spontaniczny „pomocnik” przy biletomacie – podchodzi do ciebie ktoś, kto proponuje pomoc przy zakupie biletu. Wskazuje przyciski, zagaduje, podsuwa rozwiązania. Potrafi w tym czasie zeskanować twoją kartę (skimmer), zapamiętać PIN albo po prostu wypatrzeć miejsce trzymania portfela.
Przeczytaj również:  Poradnik dla pieszych turystów – jak planować trasy po francuskich miastach

Wszystkie te sytuacje mają wspólny mianownik: nagłe skrócenie dystansu, dotykanie cię i odwracanie uwagi. Im bardziej jesteś zmęczony, zagubiony, spóźniony, tym łatwiej cię „złapać”. Dobrą praktyką jest świadome rozpoznawanie takich schematów – jeśli widzisz, że dzieje się „mały teatrzyk” tuż przed tobą, po prostu odsuń się krok w tył, odwróć bokiem, złap mocniej torbę i obserwuj spokojnie sytuację z boku.

Jak nosić pieniądze, dokumenty i sprzęt elektroniczny

Ochrona przed kieszonkowcami w Paryżu zaczyna się jeszcze przed wyjściem z hotelu. Podstawowa zasada brzmi: nie pokazuj, że masz coś cennego. Złodzieje reagują na sygnały – wystający portfel, najnowszy iPhone w tylnej kieszeni, aparat na długim pasku bujający się na brzuchu.

Najbezpieczniejsza konfiguracja to:

  • mała saszetka na dokumenty pod ubraniem – na paszport, zapasową kartę i część gotówki,
  • portfel „bieżący” – z jedną kartą i ograniczoną ilością gotówki, trzymany w wewnętrznej kieszeni kurtki lub małej torbie,
  • plecak zamykany na dwa suwaki – najlepiej noszony z przodu w zatłoczonych miejscach, lub przewieszona przez ramię torba z zamkiem od strony ciała.

Telefon trzymaj zawsze w zamykanej kieszeni, najlepiej z przodu ciała. Unikaj trzymania go cały czas w ręce na ulicy, szczególnie przy ruchliwych skrzyżowaniach i przy wyjściach z metra. Zdarzają się podjazdy skuterów lub szybkie podbiegi pieszych, którzy wyrywają telefon i znikają w tłumie.

Dobrą praktyką jest też dzielenie gotówki: część w saszetce pod ubraniem, część w portfelu, mała kwota (np. na kawę, metro) w osobnej, mało ważnej kieszeni. Dzięki temu w razie drobnej kradzieży nie tracisz wszystkiego, a jednocześnie nie musisz za każdym razem wyciągać całego „majątku”.

Jak reagować, gdy czujesz, że ktoś „wisi” ci nad plecami

Jeśli masz wrażenie, że ktoś stoi za tobą zbyt blisko i zbyt długo, reaguj od razu. Nie czekaj, aż faktycznie coś zniknie. Możesz:

  • odwrócić się spokojnie, spojrzeć tej osobie prosto w oczy i zrobić pół kroku do przodu – sygnalizujesz, że jesteś czujny,
  • przełożyć torbę z pleców na przód, skrzyżować ręce na klapie plecaka,
  • w wagonie metra zmienić miejsce – przejść kilka kroków dalej,
  • w razie dalszego „podążania” – wysiąść przystanek wcześniej lub wejść do sklepu czy kawiarni.

W metrze dobrym nawykiem jest stanie plecami do ściany lub do drzwi po przeciwnej stronie, tak by nikt nie mógł schować się za twoimi plecami. Jeśli ktoś non stop ociera się o twoje kieszenie, powiedz na głos po angielsku lub francusku („Please step back”, „Reculez s’il vous plaît”) – zwykle to wystarcza, aby zrozumiał, że nie jesteś łatwym celem.

Napis Scam Alert na niebieskim tle ostrzegający przed oszustwem
Źródło: Pexels | Autor: Thirdman

Oszustwa przy Wieży Eiffla, Luwrze i na Montmartre

Sprzedawcy pamiątek i napojów z „bagażnika”

„Legalni” i nielegalni handlarze – jak odróżnić jedno od drugiego

Przy Wieży Eiffla, Luwrze i na schodach prowadzących na Montmartre spotkasz dziesiątki sprzedawców pamiątek, wody, piwa czy selfie-sticków. Część z nich ma pozwolenia i stoiska, inni działają całkowicie nielegalnie, uciekając, gdy tylko pojawi się policja. Jedni i drudzy liczą na to, że kupisz „coś małego” bez większego zastanowienia – problem zaczyna się wtedy, gdy w grę wchodzi gotówka, reszta i drobna presja grupy.

Sprzedawca z oficjalnym pozwoleniem ma zwykle wyraźnie oznaczone stoisko, stałe miejsce i wystawiony cennik. Ceny nie są superokazyjne, ale przynajmniej wiadomo, za co płacisz, a towar nie znika po minucie wraz z właścicielem. „Bagażnikowi” sprzedawcy działają inaczej: rozkładają towar na kocu lub kartonie, trzymają cały dobytek w wielkim worku i co chwilę nerwowo rozglądają się za służbami miejskimi.

Przy takiej ulicznej sprzedaży typowy scenariusz wygląda tak: płacisz banknotem o wyższym nominale, sprzedawca szybko chowa go do kieszeni, po czym twierdzi, że dałeś mu mniej i żąda dopłaty. W tłumie, z barierkami i gwarem, wielu turystów rezygnuje z kłótni, by „nie psuć sobie dnia”.

Jeśli jednak bardzo chcesz coś kupić z ulicy, trzymaj się kilku prostych zasad:

  • miej przy sobie odliczoną gotówkę na drobny zakup i płać dokładnie, bez oczekiwania na resztę,
  • nie wyciągaj portfela na środku tłumu – przygotuj banknot lub monety wcześniej, lekko z boku,
  • unikaj transakcji kartą u kogoś, kto pokazuje ci terminal „znikąd” – w takich miejscach to proszenie się o kłopoty,
  • jeżeli cena nagle „rośnie” po uzgodnieniu – uśmiechnij się, powiedz „No, thank you” i po prostu odejdź.

Woda czy napój z niepewnego źródła to nie tylko ryzyko przepłacenia. Napoje trzymane cały dzień w upale, bez chłodzenia, mogą po prostu zaszkodzić zdrowiu. W pobliżu wielkich atrakcji są zawsze legalne kioski i automaty – różnica w cenie jest niewielka w porównaniu z kosztem zepsutego dnia na zwiedzaniu.

„Artyści” naciągacze i „spontaniczne” rysunki portretowe

Montmartre od lat przyciąga prawdziwych artystów, ale też całą grupę osób, które używają szkicownika tylko jako pretekstu. Schemat bywa podobny: ktoś podchodzi, zaczyna szybko szkicować twoją twarz „dla ćwiczeń”, po chwili pokazuje gotowy rysunek i oznajmia, że to prezent… po czym natychmiast przechodzi do rozmowy o „dobrowolnej opłacie” za poświęcony czas.

Inny wariant: artysta zaczyna rozmowę, pokazuje portfolio, proponuje portret „za 10 euro”, a po skończeniu żąda nagle 60 lub 80 euro, tłumacząc się „nieporozumieniem” lub „ceną za kolor”. Do rozmowy często dołącza druga osoba, która tworzy presję, by „zachować się uczciwie”.

Aby nie wpaść w taką pułapkę, wystarczy trzymać się kilku kroków:

  • jeśli ktoś zaczyna cię rysować bez pytania – odmów od razu. Możesz zwyczajnie odejść albo powiedzieć, że nie jesteś zainteresowany,
  • zanim zgodzisz się na portret, spytaj jasno o cenę i czas („How much, exactly?”) i nie bój się zanotować kwoty w telefonie,
  • nie siadaj, nie pozuj i nie poświęcaj kilkunastu minut, jeśli nie masz pewności co do ceny – gdy już „zainwestujesz” czas, trudniej będzie ci przerwać,
  • jeśli ktoś po skończeniu domaga się wyższej kwoty niż ustalona, wróć do wcześniej uzgodnionej ceny. Jeśli atmosfera staje się agresywna, odejdź w stronę większej grupy lub postoju taksówek, gdzie łatwo o świadków.

Prawdziwi artyści zwykle mają jasno wypisane ceny na tabliczce i nie zmieniają reguł w trakcie gry. Jeśli ktoś unika odpowiedzi, kręci i zasłania kartkę ręką, lepiej poszukać innego malarza dwie uliczki dalej.

„Petycje”, bransoletki przy Sacré-Cœur i inne „prezenty”

Na schodach prowadzących do bazyliki Sacré-Cœur szczególnie popularna jest metoda „przyjacielskiej bransoletki”. Uśmiechnięty mężczyzna podbiega, chwyta cię za nadgarstek i zaczyna szybko wiązać sznurek, mówiąc o „friendship”, „good luck” albo „souvenir from Paris”. Zanim zdążysz zaprotestować, bransoletka jest już zaciągnięta, a rozmowa płynnie przechodzi do tematu zapłaty. Kwota rośnie wraz z twoją niepewnością.

Podobnie działają osoby z kartkami „petycji” – często „w imieniu organizacji charytatywnych” dla głuchoniemych, chorych dzieci czy lokalnych projektów. Proszą o podpis, potem o wskazanie kwoty „datku”, a gdy już wpiszesz liczbę, presja na natychmiastową wpłatę gotówką rośnie. Czasem w tle stoi kilku „kolegów”, którzy mają dodać powagi sytuacji.

Bezpieczna reakcja na takie zaczepki wygląda dość prosto:

  • nie dawaj złapać się za rękę ani nadgarstek – trzymaj je bliżej ciała, przechodząc obok grupy „bransoletkowej”,
  • jeśli ktoś próbuje coś ci przywiązać – cofnij rękę i powiedz stanowczo „No, merci” lub „No, thank you”, idąc dalej,
  • nie bierz do ręki długopisu ani „petycji”, jeśli wiesz, że i tak nic nie wpłacisz. Samo podpisanie to jeszcze nie problem, ale w praktyce prowadzi do natarczywego domagania się pieniędzy,
  • jeżeli bransoletka już jest na ręce, a ktoś żąda pieniędzy – zaproponuj symboliczną małą kwotę lub powiedz, że nie masz gotówki, i odejdź. Nie wdawaj się w dyskusję na środku schodów, gdzie jesteś otoczony tłumem.
Przeczytaj również:  Kuchnia regionalna Francji – co zjeść w różnych częściach kraju

Grupy „bransoletkowe” działają w zespole; jedna osoba zagaduje, druga obserwuje kieszenie, trzecia monitoruje, czy nie zbliża się policja. Zatrzymanie się przy nich na dłużej zawsze działa na twoją niekorzyść – najlepszą taktyką jest krótkie „nie” i spokojne odejście.

„Pomoc” przy zdjęciach i selfie

Przy Wieży Eiffla, Luwrze czy na schodach Montmartre wiele osób sama z siebie proponuje, że zrobi ci zdjęcie twoim telefonem lub aparatem. Czasem to uprzejmy turysta, ale w części przypadków to po prostu szybki sposób na kradzież sprzętu – jedno ujęcie, jeden zwrot i szybki sprint w tłum.

Jeżeli chcesz skorzystać z czyjejś pomocy, lepiej zwrócić się do osoby, która nie wygląda na krążącego „łowcę selfie”. Starsze małżeństwo, rodzina z dziećmi czy inna para turystów z aparatem są znacznie bezpieczniejszym wyborem niż ktoś, kto od kilku minut zaczepia kolejne osoby z tą samą propozycją.

Kilka praktycznych wskazówek:

  • zanim oddasz komuś sprzęt, rozejrzyj się, jak łatwo można z miejsca uciec – jeśli obok jest szerokie wyjście, róg budynku i tłum, zachowaj większą ostrożność,
  • nie dawaj do ręki otwartej torby z aparatem, dokumentami i portfelem – wyjmij tylko telefon lub aparat,
  • jeśli ktoś sam proponuje zdjęcie i wygląda na zbyt „przyklejonego” do atrakcji, uprzejmie podziękuj i poproś kogoś innego,
  • kiedy robisz zdjęcia innym, nie kładź własnej torby i kurtki za plecami na ziemi – moment, w którym skupiasz się na kadrowaniu, to idealna chwila dla kieszonkowca.

Restauracje, kawiarnie i taksówki: ciche sposoby na wyciągnięcie pieniędzy

Menu bez cen i „dodatki”, o których nikt nie mówi

Turystyczne okolice, jak Champs-Élysées, okolice Luwru czy Montmartre, kuszą gęstą siatką restauracji i kawiarni. Zdecydowana większość z nich jest uczciwa, ale zdarzają się miejsca, które celują w jednorazowych klientów z walizkami, licząc, że i tak już nigdy nie wrócą. Stosują przy tym kilka prostych, lecz kosztownych trików.

Najbardziej klasyczny to menu bez cen, szczególnie w wersji „angielskiej” lub z okiennym „zestawem dnia”, którego nie ma potem w karcie. Kelner zachwala „special menu”, nie podając kwot, a po posiłku rachunek okazuje się dwukrotnie wyższy niż się spodziewałeś. Do tego dochodzą niespodziewane opłaty za pieczywo, wodę z kranu (która w normalnych warunkach jest bezpłatna) czy obowiązkowe „service charge”, mimo że obsługa została już uwzględniona w cenach.

Aby zminimalizować ryzyko, przyjmij kilka prostych reguł:

  • zanim usiądziesz, sprawdź menu z cenami przy wejściu – we Francji restauracje mają obowiązek je wywieszać,
  • jeśli kelner proponuje coś „poza kartą”, od razu zapytaj: „How much is it?” – brak jasnej odpowiedzi to sygnał, by grzecznie odmówić,
  • zamawiając wodę, możesz poprosić o „carafe d’eau” – to zwykła woda z kranu podawana w dzbanku, bez ekstra opłat jak za butelkę,
  • przy rachunku przeczytaj go dokładnie – jeśli pojawia się zaskakująca pozycja, poproś o wyjaśnienie; spokojny ton działa lepiej niż podnoszenie głosu.

Przykład z życia: para turystów siada w ogródku „z widokiem”. Kelner od razu nalewa im dwie szklanki wody z butelki, nie pytając. Na koniec rachunku pojawiają się dwie drogie butelki importowanej wody, choć nikt o nie nie prosił. Wystarczyło przy pierwszym nalaniu poprosić o zwykłą „carafe d’eau” i zapobiec takiemu manewrowi.

„Przyjacielska” taksówka i nieuczciwe przejazdy

Legalna paryska taksówka ma wyraźny napis „Taxi Parisien” na dachu, widoczną licencję w środku i taksonometr, który działa od momentu rozpoczęcia kursu. Wszystko inne – prywatne auta, nieoznakowane samochody „odprowadzające” turystów z lotniska czy stacji – to ryzyko przepłacenia i problemów w razie jakiejkolwiek sytuacji sporniej.

Na lotniskach i przy dużych dworcach częsty jest schemat: ktoś podchodzi z uśmiechem i pyta, czy potrzebujesz taksówki, po czym prowadzi cię do zaparkowanego obok auta. Cena jest „flat rate”, ale nie pada jasno, ile wynosi, albo podana stawka „za osobę”, o czym dowiadujesz się dopiero na końcu przejazdu. Rachunek potrafi przekroczyć kilkukrotnie normalną cenę.

Bezpieczniejsze zachowanie jest proste, choć wymaga chwili dyscypliny po podróży:

  • korzystaj wyłącznie z oficjalnych postojów taksówek i oznakowanych samochodów,
  • zanim wsiądziesz, spójrz, czy taksometr działa i jest wyzerowany; jeśli tak nie jest, poproś kierowcę o jego włączenie albo zakończ rozmowę,
  • w przypadku kursu z lotniska do centrum możesz sprawdzić orientacyjną cenę na stronie lotniska lub w aplikacji – wiele tras ma tam podane przykładowe kwoty,
  • jeśli ktoś na hali przylotów proponuje ci taksówkę „bez kolejki”, mimo że oficjalny postój jest dobrze oznaczony, odmów i idź za znakami na zewnątrz.

Dobrym rozwiązaniem są też aplikacje typu VTC (francuski odpowiednik Ubera), gdzie widzisz cenę z góry i masz potwierdzenie przejazdu w telefonie. Pozwala to uniknąć negocjacji w obcym języku na środku ulicy.

Paragony, napiwki i płatność kartą

W miejscach nastawionych na turystów zdarzają się jeszcze subtelniejsze sztuczki: zaginione paragony, doliczony napiwek bez informowania klienta czy „błąd” przy wpisywaniu kwoty na terminalu. Zmęczeni całodziennym zwiedzaniem goście często nie zauważają, że właśnie zapłacili o kilkanaście euro za dużo.

Żeby nie dać się złapać na takich drobiazgach:

  • przed przyłożeniem karty sprawdź kwotę na terminalu; jeśli coś się nie zgadza, poproś o korektę,
  • nie dawaj obsłudze karty do „zabrania na zaplecze” – terminal powinien być przyniesiony do stolika,
  • jeśli napiwek jest już wliczony w rachunek (service compris), nie musisz zostawiać dodatkowej gotówki, chyba że chcesz,
  • zachowaj paragony za większe wydatki do końca dnia – w razie problemów z kartą są dowodem, co i gdzie rzeczywiście zapłaciłeś.

Jak zadbać o bezpieczeństwo swoich cyfrowych danych

Publiczne Wi-Fi, fałszywe sieci i bankowość na mieście

Logowanie do banku i zakupy online w podróży

Publiczne sieci Wi‑Fi w metrze, na lotnisku czy w kawiarniach są wygodne, ale z perspektywy bezpieczeństwa przypominają otwarte drzwi do twoich danych. W niektórych turystycznych miejscach pojawiają się nawet fałszywe hot-spoty, nazwane np. „FreeAirportWiFi” albo „Café_Louvre_FREE”, które służą tylko do podglądania ruchu użytkowników.

Prosty zestaw nawyków mocno ogranicza ryzyko:

  • do logowania na konto bankowe lub do aplikacji z kartami płatniczymi używaj danych komórkowych zamiast publicznego Wi‑Fi,
  • jeżeli już musisz skorzystać z Wi‑Fi, wybierz sieć oficjalnie podaną przez lotnisko, hotel czy kawiarnię (najlepiej z hasłem na rachunku),
  • unikaj sieci typu „open”, na które łączysz się jednym kliknięciem, bez żadnej strony powitalnej ani regulaminu,
  • nie podawaj numeru karty, PESEL-u czy skanu paszportu, gdy jesteś podpięty do przypadkowego hot-spotu; odłóż takie operacje do chwili, gdy wrócisz do hotelu i własnej sieci.

Osobna kwestia to zakupy online. Przewodnik po Luwrze czy bilety na rejs kupuj raczej przez oficjalne strony i aplikacje, a nie linki z nieznanych newsletterów czy podejrzanych reklam. Jeśli cena jest „zbyt dobra, aby była prawdziwa”, często chodzi o to, by skusić cię do podania danych karty.

Bankomaty, karty i „pomocni” przechodnie

Oszustwa przy bankomatach nie są tak widoczne jak kieszonkowcy pod wieżą Eiffla, ale potrafią być równie kosztowne. W turystycznych dzielnicach pojawiają się bankomaty prywatnych operatorów z bardzo wysokimi prowizjami lub urządzenia, przy których kręcą się „pomocne” osoby.

Podczas wypłacania gotówki zwróć uwagę na kilka detali:

  • korzystaj z bankomatów wbudowanych w ścianę banku, a nie z wolnostojących maszyn w sklepach z pamiątkami,
  • jeżeli ktoś podchodzi z propozycją pomocy przy obsłudze, od razu powiedz „Non, merci” i przerwij operację,
  • zakrywaj ręką klawiaturę przy wpisywaniu PIN-u – nawet jeśli wokół nie widać nikogo podejrzanego,
  • czytaj komunikaty o „dynamicznej konwersji walut” – opcja „zapłać w złotówkach” z pozoru wydaje się wygodna, ale bywa znacznie droższa niż rozliczenie w euro przez twój bank.

Podobna zasada przy płatnościach kartą: terminal powinien być na twoich oczach. Jeżeli obsługa próbuje zabrać kartę „do innego pokoju, bo tam jest czytnik”, lepiej zaproponować gotówkę albo odmówić transakcji.

Phishing po „turystycznemu” – maile i SMS-y w obcym mieście

Podczas pobytu w Paryżu można dostać SMS lub e-mail rzekomo z francuskiej poczty, banku czy przewoźnika: informacja o dopłacie do biletu, niedostarczonej przesyłce albo „problemie z płatnością za hotel”. Liczy się na to, że jako turysta jesteś zmęczony, nie znasz dobrze języka i klikniesz link bez zastanowienia.

Przed jakąkolwiek reakcją zadaj sobie kilka krótkich pytań:

  • czy rzeczywiście masz cokolwiek wspólnego z tą instytucją (francuski bank, lokalna sieć komórkowa, firma kurierska)?,
  • czy link wygląda wiarygodnie (kończy się na oficjalną domenę, czy na dziwny ciąg znaków)?,
  • czy wiadomość nie straszy natychmiastową karą lub blokadą za brak szybkiej reakcji?

Jeżeli masz choć cień wątpliwości, nie klikaj w linki. Zamiast tego wejdź samodzielnie na stronę przewoźnika lub hotelu, wpisując adres w przeglądarce, albo sprawdź rezerwację przez oficjalną aplikację.

Przeczytaj również:  Jak korzystać z karty Revolut lub Wise we Francji
Tablica z napisem Scam Alert ostrzegająca przed oszustwami
Źródło: Pexels | Autor: Anna Tarazevich

Sprzedaż uliczna, „okazje” i nielegalne towary

Róże, breloczki i nagła „sympatia”

W okolicach romantycznych punktów miasta – Pont des Arts, Ogrody Luksemburskie, tarasy z widokiem na Sekwanę – często podchodzą sprzedawcy z różami, drobnymi prezentami czy balonami. Scenariusz jest przewidywalny: jedna róża „za darmo” albo „dla pięknej pani”, chwilę później presja na zapłatę, a w tle kilku kolegów, którzy „tylko patrzą”.

Żeby nie wchodzić w niekomfortowe sytuacje, wystarczy trzymać się kilku prostych zasad:

  • nie bierz do ręki niczego, czego nie chcesz kupić; róża w dłoni to dla sprzedawcy pretekst do domagania się zapłaty,
  • jeżeli ktoś nachalnie wciska prezent, odsuń go i stanowczo powiedz „Non, merci”, nie tłumacząc się, dlaczego,
  • nie sięgaj po portfel tylko po to, „żeby mieć spokój” – to zachęta dla kolejnych naciągaczy w okolicy.

Podobny mechanizm działa przy drobnych „prezentach” dla dzieci – balonik, świecący gadżet czy miniwieża Eiffla już po chwili zamieniają się w nieproszony rachunek. Lepiej z góry ustalić z dziećmi zasady: pamiątki kupujemy w konkretnym sklepie lub straganie, a nie od przypadkowych osób.

„Designer” z chodnika i podróbki marek luksusowych

Na niektórych bulwarach i przy słynnych domach towarowych można trafić na osoby sprzedające „markowe” torebki, paski czy okulary słoneczne, często rozłożone na prześcieradle, gotowe do szybkiego zwinięcia. Ceny bywają kusząco niskie, ale problem jest podwójny: jakość jest żenująca, a do tego handel podróbkami wciąż pozostaje we Francji nielegalny.

Ryzyko jest po obu stronach. Sprzedawca może w każdej chwili zniknąć z twoimi pieniędzmi, a w skrajnych przypadkach policja może zainteresować się także kupującym, szczególnie przy większych transakcjach. Z prawnego i praktycznego punktu widzenia najprościej po prostu omijać takie oferty.

„Losy”, gry uliczne i monetowe pułapki

Na chodnikach przy dużych atrakcjach czasem pojawiają się proste gry uliczne: zgadnij, pod którym kubeczkiem jest piłeczka, obstaw, pod którym krążkiem leży moneta. Wokół stoi grupka „uczestników”, którzy wygrywają małe kwoty, podgrzewając atmosferę. W rzeczywistości to wspólnicy prowadzącego, a cała scena służy wyciąganiu gotówki od przypadkowych przechodniów.

Najrozsądniejsze, co możesz zrobić, to:

  • nie zatrzymywać się przy takich „atrakcjach” – nawet jako obserwator,
  • nie wyciągać portfela, aby „spróbować dla zabawy”,
  • przejść spokojnie dalej, trzymając torbę i kieszenie blisko ciała – wokół takich gier często działają też kieszonkowcy.

Transport publiczny i typowe sztuczki w metrze

Bilety, automaty i fałszywi „pracownicy” metra

Paryskie metro jest wygodne, ale niezorientowany turysta łatwo może stać się celem naciągaczy przy automatach biletowych. Popularne są dwie metody: ktoś oferuje „pomoc” przy kupnie biletów, po czym sprzedaje ci zły typ biletu (droższy, zbędny albo już skasowany), albo płacisz gotówką, a w zamian dostajesz bezużyteczny papierowy świstek zamiast prawdziwego biletu.

Bezpieczniejszy schemat działania wygląda tak:

  • kupuj bilety wyłącznie w automatach lub okienkach z logo RATP lub SNCF,
  • odmawiaj pomocy osobom w cywilu – prawdziwy pracownik metra ma identyfikator i znajduje się zwykle przy bramkach lub okienku,
  • jeśli masz problem z obsługą automatu, podejdź do oficjalnego punktu informacji, zamiast korzystać z oferty „przełożę za pana kartę”.

Zdarza się też handel „okazyjnymi” biletami przed wejściem do metra. Mimo że cena bywa niższa, nie masz żadnej pewności, czy bilety nie są już częściowo wykorzystane lub zablokowane. Ryzyko mandatu przy kontroli przewyższa ewentualną oszczędność.

Fałszywe zbiórki i „dzieci w potrzebie” w wagonach

W wagonach metra czy RER można spotkać osoby, które przedstawiają się jako przedstawiciele organizacji charytatywnych, często z laminowaną kartką, zdjęciami dzieci i przygotowanym tekstem (czasem po angielsku). Proszą o datki lub „podpisy poparcia” połączone z obowiązkową wpłatą. Istnieją oczywiście legalne zbiórki, ale w transporcie publicznym większość z nich to zorganizowane akcje naciągania.

Najprostszy, a przy tym najskuteczniejszy sposób reakcji to brak reakcji: nie nawiązuj kontaktu wzrokowego, nie bierz ulotek do ręki, nie wyciągaj portfela. Jeśli chcesz wspierać konkretne cele, zrób to później, przez sprawdzoną fundację lub znaną platformę, a nie pod wpływem presji w zatłoczonym wagonie.

Przepychanki przy drzwiach i kieszonkowcy

Wejścia do wagonów, ruchome schody i przesiadki to momenty, w których kieszonkowcy działają najczęściej. Scenariusz jest zwykle ten sam: nagły tłok przy drzwiach, ktoś „przypadkowo” wpada na ciebie, a w tym samym czasie inna ręka sprawnie penetruje kieszenie lub otwartą torbę.

Żeby utrudnić im zadanie, wprowadź kilka prostych nawyków:

  • przed wejściem do zatłoczonego wagonu przełóż portfel i telefon do wewnętrznej kieszeni lub nerki noszonej z przodu,
  • zamykaj plecak i, jeśli to możliwe, noś go w tłoku przed sobą, nie na plecach,
  • unikaj stania tuż przy drzwiach, jeśli nie wysiadasz na najbliższej stacji – to ulubione miejsce złodziei, którzy wyskakują w ostatniej chwili, zanim zorientujesz się, że czegoś brakuje.

Spokojna głowa i realna ocena ryzyka

Asertywność i język, który działa

Najtańszym i najskuteczniejszym „narzędziem” obrony przed naciągaczami jest kilka krótkich, używanych bez wahania zwrotów. Osoby żyjące z turystów dobrze wyczuwają, kto jest niepewny, zmieszany albo boi się odmówić.

W praktyce wystarcza kilka prostych zdań:

  • „Non, merci” – z lekkim ruchem głowy i odejściem, bez tłumaczeń,
  • „Je n’ai pas besoin” (nie potrzebuję) – przy uporczywej sprzedaży,
  • „Stop, s’il vous plaît” – gdy ktoś wchodzi zbyt mocno w twoją przestrzeń.

Ton ma większe znaczenie niż perfekcyjna wymowa. Pewność siebie, krótka odpowiedź i fizyczne odsunięcie się zwykle wystarczają, by „przypadkowy” sprzedawca poszukał łatwiejszego celu.

Plan awaryjny, gdy coś pójdzie nie tak

Nawet przy najlepszej ostrożności może zdarzyć się, że stracisz portfel, telefon czy kartę. Wtedy liczy się szybkość reakcji i to, jak przygotowałeś się przed wyjazdem.

Dobrze jest zawczasu:

  • mieć skan lub zdjęcie dokumentów (dowód, paszport) zapisane w zaszyfrowanym miejscu lub chociaż w chmurze,
  • zapisać numery telefonów do infolinii banku i operatora (blokada karty, blokada SIM),
  • trzymać niewielką rezerwową gotówkę i drugą kartę w innym miejscu niż główny portfel.

Jeśli dojdzie do kradzieży, nie ścigaj sam sprawcy. Zgłoś zdarzenie na najbliższym komisariacie (lub w punkcie policji turystycznej), zablokuj karty i poinformuj konsulat, jeżeli straciłeś dokument tożsamości. Formalności są nużące, ale im szybciej je rozpoczniesz, tym mniej długofalowych problemów.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Na jakie oszustwa turystyczne w Paryżu muszę najbardziej uważać?

Najczęstsze oszustwa to: „przyjacielskie” bransoletki zakładane na siłę, fałszywe zbiórki charytatywne i ankiety, gra w kubki z podstawionymi „graczami” oraz klasyczne kradzieże kieszonkowe w metrze i przy głównych atrakcjach turystycznych.

Wspólnym mianownikiem jest wywołanie presji, zaskoczenia lub poczucia winy, żeby skłonić cię do zapłaty lub wyciągnięcia portfela. Jeśli ktoś nagle cię dotyka, zagradza drogę lub bardzo nalega, traktuj to jako sygnał ostrzegawczy.

Jak reagować, gdy ktoś próbuje założyć mi bransoletkę w Paryżu?

Najlepiej nie dopuścić do kontaktu fizycznego: trzymaj ręce blisko ciała, omiń naciągacza łukiem, nie nawiązuj kontaktu wzrokowego. Jeśli ktoś chwyta twoją rękę, energicznie ją wyrwij i powiedz głośno „No!” albo „Stop!”, po czym odejdź bez tłumaczeń.

Jeżeli bransoletka jest już na nadgarstku, nadal nie masz obowiązku płacić. Zdecydowanie odejdź, ignorując żądania pieniędzy. Najważniejsze: nie wyciągaj przy nim portfela ani telefonu – to moment, który kieszonkowcy często wykorzystują.

Czy podpisywanie petycji na ulicy w Paryżu jest bezpieczne?

Nie. Większość „petycji” i „ankiet charytatywnych” przy atrakcjach turystycznych to pretekst, żeby zbliżyć się do ciebie, wywołać presję na „datek” albo odwrócić twoją uwagę, gdy wspólnik zagląda do torby lub kieszeni.

Bezpieczna zasada: nie dotykaj formularza, nie bierz długopisu, nie zatrzymuj się. Odpowiedz krótko „Non, merci” / „No, thank you” i idź dalej. Jeśli ktoś zastępuje ci drogę lub staje się natarczywy, podnieś głos i w razie potrzeby zawołaj „Police!”.

Jak unikać kieszonkowców w paryskim metrze i przy atrakcjach?

Najważniejsze jest odpowiednie noszenie rzeczy wartościowych: portfel i telefon trzymaj głęboko w wewnętrznych kieszeniach, najlepiej pod kurtką, a plecak zamykaj na suwak i noś z przodu w tłoku. Nie wkładaj dokumentów i gotówki do tylnych kieszeni spodni.

Zwracaj uwagę na sztuczny tłok przy drzwiach wagonu, „przypadkowe” przepychanki i osoby, które krążą wokół ciebie bez wyraźnego powodu. Jeśli czujesz, że ktoś stoi zbyt blisko lub ciągle cię dotyka, zmień miejsce w wagonie albo odsuń się o kilka kroków.

Czy gra w kubki w Paryżu to prawdziwa szansa na wygraną?

Nie. Uliczna gra w kubki to w 100% ustawione oszustwo. „Zwycięzcy” to wspólnicy prowadzącego, a w tłumie dodatkowo działają kieszonkowcy. Nie ma tu realnej szansy wygranej, jest tylko ryzyko straty pieniędzy i rzeczy.

Najlepsze, co możesz zrobić, to w ogóle się nie zatrzymywać. Nawet samo oglądanie z bliska zwiększa ryzyko, że ktoś wejdzie ci do kieszeni, gdy jesteś skupiony na stole i tłumie wokół.

Czy Paryż jest bezpieczny dla turystów, jeśli chodzi o oszustwa?

Paryż jest generalnie bezpieczny, ale bardzo „wyspecjalizowany” w drobnych oszustwach i kradzieżach kieszonkowych, szczególnie w okolicach głównych atrakcji, stacji metra i linii z lotniska. To bardziej kwestia sprytu niż realnego zagrożenia fizycznego.

Jeśli zachowasz podstawową czujność, nie będziesz wchodzić w interakcje z ulicznymi „okazjami”, będziesz trzymać dystans i jasno odmawiać, szanse, że ktoś cię naciągnie, są bardzo małe. Większość naciągaczy szuka łatwego celu, a nie osób zdecydowanych i świadomych.

Najważniejsze lekcje

  • Paryż, ze względu na tłumy turystów, pośpiech i dezorientację odwiedzających, tworzy idealne warunki dla dobrze przećwiczonych ulicznych oszustw.
  • Mechanizm większości naciągnięć opiera się na zaskoczeniu, presji i graniu na poczuciu winy, aby skłonić turystę do zapłaty lub ujawnienia danych.
  • W przypadku „przyjacielskiej” bransoletki kluczowe jest niedopuszczenie do kontaktu fizycznego, trzymanie rąk przy sobie i szybkie, stanowcze „nie” bez wdawania się w dyskusję.
  • Fałszywe zbiórki i ankiety charytatywne często służą do odwracania uwagi i ułatwiania kradzieży, dlatego nie należy dotykać dokumentów, brać długopisu ani zatrzymywać się.
  • Gra w kubki i podobne „okazje” są w pełni ustawione przez zgraną ekipę, a tłum wokół stanowi doskonałe środowisko dla kieszonkowców.
  • Najskuteczniejszą obroną we wszystkich opisanych sytuacjach jest ignorowanie naciągaczy, zachowanie dystansu, jasne odmawianie i niewyciąganie portfela czy telefonu w ich obecności.
  • Oszuści szukają przede wszystkim łatwych celów, więc osoba reagująca pewnie, głośno i bez wahania szybko przestaje być dla nich interesująca.